Satysfakcja i spełnienie

approval-15914__340Odkryj zaskakująco prostą prawdę. Jej uświadomienie w mgnieniu oka zrzuci z Ciebie łańcuchy uzależnienia i przywiązania. Dowiesz się, że satysfakcja i spełnienie leżą nie w otaczających Cię obiektach, ale w Tobie samym; że zewnętrzne przedmioty spełniają rolę jedynie stymulatora powodującego odczuwanie satysfakcji i jedynie u tych, którzy nie potrafią czerpać jej bezpośrednio z wewnątrz. To doświadczenie obudzi w Tobie ogromną nadzieję. Zawsze podświadomie wyczuwaną nadzieję na wyzwolenie, a wraz z nią nieznaną wcześniej radość. Radość tym większą, że emanującą posmak nieskończoności.  Wiele jest sposobów zagłębiania się w duchowe Serce. Możesz wypróbować kilka z nich, ale wybierz w końcu ten, który od początku sprawi Ci radość. Jeśli bliska Ci jest chrześcijańska modlitwa – módl się; jeśli buddyjska logika – rozważaj i kontempluj; jeśli natomiast przyciąga Cię hinduska joga – medytuj. Ale praktykuj tę wybraną drogę codziennie z niezachwianą szczerością. Nie można poznać duchowej Miłości bez praktyki, a bez poznania jej na własnej ścieżce, nie można zrozumieć innych dróg. W przeciwnym razie nie uświadomisz sobie, że jest Ona źródłem, podstawą i celem każdej z nich, a bez tego uświadomienia nie może pojawić się w Twoim umyśle ani prawdziwa trwała tolerancja, ani prawdziwy trwały pokój. Ci, którzy nie kroczą ze szczerością wobec samych siebie swoją własną drogą, którzy nie praktykują tego, czego nauczają, a zamiast miłującego Serca pielęgnują tworzący bariery umysł, zawsze będą żyli w świecie bezsensownych kłótni i wojen prowadzących jedynie do cierpienia i śmierci. Nie pozwól, abyś stał się jednym z nich. Wystarczy kilkanaście minut każdego dnia poświęconych samemu sobie – swojej prawdziwej Istocie, aby uwolnić świat. To wystarczy, gdyż świat składa się właśnie z każdego z nas z osobna. Trwały pokój na Ziemi wzrasta wraz ze wzrostem świadomości w miłujących sercach każdego człowieka.

Tysiące lat mijają w nieubłaganym pędzie

bridge-1149906__340Pokolenia przetaczają się w trudzie swych zmagań. Rody i społeczeństwa umierają i odradzają się w swych potomkach. Ja i Ty bez ukojenia zbieramy żniwo swego przeznaczenia. Czy zawiłe losy każdego z nas są dziećmi przypadku czy też rezultatem naszych działań? Artykuł zaskakuje świeżym spojrzeniem na życie…  „Czana! – kim są ci ludzie? Dlaczego ich włosy nie są czarne, jak nasze? Dlaczego ich skóra jest dziwnie pomarszczona? Dlaczego ledwo chodzą i są tak skąpo odziani w stare łachmany?…” Te pytania wypłynęły z ust wielkiego księcia w chwili jego młodzieńczego rozkwitu i chwały. Chwili, która pojawiając się nagle w ciągu sześciu lat zamieniła beztroskiego księcia doczesności w przenikającego Prawdę Króla Wieczności – Przebudzonego.  Tysiące lat mijają w nieubłaganym pędzie. Pokolenia przetaczają się w trudzie swych zmagań. Rody i społeczeństwa umierają i odradzają się w swych potomkach. Ja i Ty bez ukojenia zbieramy żniwo swego przeznaczenia.  Czy nasze zawiłe losy są dziećmi przypadku czy też rezultatem własnych działań? Nieświadomy początek i nieuchronny koniec naszego życia są żartem bezdusznej natury czy też skutkiem zawartym w jej istocie? Czy w ścieżkach wybieranych przez nasze przeznaczenie kryje się niewidzialny drogowskaz czy też uwijane są one w bezwładnym nieładzie?  Niemal każdy z nas, sprowokowany niespodziewanymi wybrykami rzeczywistości, zaskoczony nieuzasadnionymi, a niekiedy i bezlitosnymi zwrotami losu, choć na chwilę zatrzymuje swą myśl przy tych pytaniach. Z nadzieją na zrozumienie wypatruje w nich uwolnienia, lecz te, jak chmury na niebie, rozwiewają się po chwili i pozostawiają nas z niesmakiem własnej ulotności. Jednak pomimo braku bezpośredniej odpowiedzi, sama ich obecność obdarza nas czymś szczególnym: przełomowym spostrzeżeniem i oświecającym przeobrażeniem – zmusza nas do stanięcia twarzą w twarz ze zrodzoną z tych pytań ostateczną zagadką: KIM JESTEM? Te dwa słowa zawierając w sobie wszystkie inne pytania, bezpośrednio kierują poszukującego do sedna ostatecznego zrozumienia. Zatem nie będzie już niepokojony ten, kto znajdzie na nie odpowiedź.  Kim jesteś? Czy jesteś swym ciałem? Spójrz, drogi Czytelniku, na siebie i przeprowadź mały eksperyment. Spróbuj przedstawić się samemu sobie tak, jak przedstawiasz się wśród nieznajomych. Przyjrzyj się swoim gestom i wsłuchaj w to, co wtedy mówisz. Reakcje wielu ludzi są podobne. Niemal każdy kładzie dłoń na własnej klatce piersiowej i wymawia swoje imię. Zastanawiające, dlaczego nikt nie wskazuje np. na głowę. Przecież to tam, według większości z nas, ze względu na obecność myśli, znajduje się prawdziwe nasze Jestestwo. Czyżby powodem była zwykła anatomia powodująca, że łatwiej jest wskazać na klatkę piersiową? Dlaczego więc nie wskazujemy na brzuch, czy też będąc w pozycji siedzącej nie łapiemy się za kolano…?  Powód jest ku temu inny. W swoim codziennym życiu skupieni na zewnętrznych obiektach i sytuacjach, pochłonięci zabieganiem o spełnienie swych potrzeb i pragnień, zupełnie nie zauważamy samych siebie. Zdawkowe przeglądanie się w lustrze służy jedynie lepszemu dopasowaniu do trendów narzucanych przez innych ludzi. W nieprzemyślanej nadziei sądzimy, że kolejny samochód i jeszcze jeden dom obdarzą nas pełną satysfakcją i trwałym spełnieniem. Jednak czy upragniona satysfakcja jest podzespołem montowanym w samochodzie? Czy może spełnienie leży w wielkości i kolorze domu?