Rodzina nie da ci spokoju

bus-1209153__340-1Mój wspomniany już wcześniej znajomy zwykle w takiej sytuacji mówi: „Rodzina nie da ci spokoju. Zawsze będzie o Tobie rozmawiała. Będą ci zazdrościć z powodu Twojego bogactwa albo będą ci współczuć z powodu biedy. Tak czy tak ci spokoju nie dają. Ty zdecyduj jaki chcesz im dać powód”.  Było do tej pory mało sympatycznie a teraz podzielę się z tobą pewnym testem, o którym usłyszałem na pewnym seminarium. Mi pomógł uzyskać właściwą perspektywę. Test ten pochodzi od jednego z największych wizjonerów dwudziestego wieku, od Walta Disneya. Cóż robił twórca Imperium Myszki Miki? Gdy przyszedł mu do głowy jakiś pomysł zwykł dzielić się nim ze swoimi znajomymi. Gdy na 10 osób zapytanych o to czy to jest dobry pomysł 9 odpowiadało, że to nie zadziała, brał się niezwłocznie do realizacji tej idei. On miał świadomość faktu, że największe pieniądze są w tych dziedzinach, którymi nie zajmuje się większość. Wiedział, że w populacji ludzkiej jest najwyżej 10% ludzi ukierunkowanych na sukces i tylko taki procent dostrzega możliwości. Reszta skupia się na brakach. Dlatego też to 10 % kreuje rzeczywistość, ustala zasady według których pozostałe 90 % żyje, nawet jeśli nie jest świadome tego faktu… Jeśli teraz pracujesz nad jakimś projektem, budujesz biznes, piszesz książkę czy robisz coś zupełnie innego i czujesz, że jest ci ciężko, że codziennie musisz walczyć nie dość, że sam ze sobą to jeszcze z ludźmi dookoła, to wiedz, że jesteś na najlepszej drodze do tego, żeby bycie przeciętnym stało się tylko wspomnieniem. Każdy Twój upadek jest składową Twojego sukcesu. Porażka przybliża cię do sukcesu, jest jego składową a jego przeciwieństwem jest przeciętność.

Krytyka i odrzucenie

junction-1030728__340Jak poradzić sobie z krytyką i odrzuceniem ze strony innych? Jak być ponadto? Trzeba zrozumieć fakt, że z prądem rzeki płyną tylko zdechłe ryby. Tak długo jak robisz coś ponadprzeciętnego będziesz krytykowany. Musisz być na to przygotowany i cieszyć się z tego!  Jakże często mamy do czynienia w życiu z sytuacją gdy dzielimy się nieopatrznie swoimi marzeniami z ludźmi, którzy są nam bliscy i zamiast wsparcia na które od nich liczymy otrzymujemy krytykę a nawet drwinę. Każdy, kto chce osiągnąć w życiu coś więcej niż mają ci z którymi przebywamy na co dzień przeżył taką sytuację nie raz. Zakładam czytelniku, że należysz do tej kategorii ludzi. Do grupy osób ambitnych i szukających swojego sukcesu w życiu (czymkolwiek dla Ciebie jest sukces). Jeśli powiedziałeś komuś o swoich celach, o tym co chcesz zrobić i osiągnąć zapewne ta sytuacja jest ci bliska i wiesz jak boli kpina ze strony ludzi ci bliskich… Na początku , gdy pierwszy raz zetknąłem się z takim swoistym odrzuceniem czułem urazę. Byłem gotów zagryźć a już na pewno werbalnie zmieszać z błotem taką osobę. Potem zacząłem się zastanawiać dlaczego ludzie zachowują się w ten sposób, dlaczego tak chętnie krytykują członków swoich rodzin lub „przyjaciół”, którzy w pewnym momencie swojego życia dochodzą do wniosku, że to co robią dzisiaj nie daje im szansy na zrealizowanie swoich marzeń i zaczynają robić coś innego niż reszta, coś dzięki czemu mogą wyjść z tej koleiny życiowej zwanej przeciętnością… Przyczyn takiego zachowania może być na pewno wiele i będą one zależały od różnych czynników.

Procesy myślowe

cityscape-1149048__340-1Wszyscy uwielbiamy słuchać opowieści, które kończą się happy endem. Kiedy słyszymy o szczęściu czy powodzeniu innych, sami zaczynamy wierzyć, że i nas w końcu spotka coś dobrego. Bajeczne opowieści, których bohaterowie, dzięki nieprzewidywalnym i niesamowitym okolicznościom, nagle całkowicie zmieniają swoje życie fascynują nas wszystkich.  Wszyscy uwielbiamy słuchać opowieści, które kończą się happy endem. Kiedy słyszymy o szczęściu czy powodzeniu innych, sami zaczynamy wierzyć, że i nas w końcu spotka coś dobrego. Bajeczne opowieści, których bohaterowie, dzięki nieprzewidywalnym i niesamowitym okolicznościom, nagle całkowicie zmieniają swoje życie fascynują nas wszystkich.  Chcemy wierzyć, że i nam przydarzy się jakaś cudowna i fantastyczna historia… Życie Joanny Gryzik von Schaffgotsch przypomina właśnie taką bajkowa opowieść.   Joanna Gryzik urodziła się w Porębie na Śląsku dokładnie 29 kwietnia 1842 roku. Wiadomo na pewno, że pochodziła z biednej śląskiej rodziny i w wieku trzech lat została osierocona przez ojca. Źródła, odnoszące się do biografii Joasi, nie są zgodne jeśli chodzi o postaci jej rodziców. Jej ojciec Jan był albo komornikiem albo pracownikiem huty cynku, należącej do śląskiego przedsiębiorcy – Karola Goduli.  Z kolei jej matka Antonia była służącą w domu Goduli, a kiedy po śmierci męża zaniedbała opiekę nad swoimi dziećmi, czteroletnią wówczas Joanną zajęła się Emilia Lukas, która również pracowała w domu śląskiego przedsiębiorcy. Joasia zamieszkała więc w domu Karola Goduli, człowieka niezwykle bogatego a zarazem samotnego. Ten śląski przedsiębiorca, którego podejrzewano o konszachty z diabłem, został okaleczony kiedy pracował w lasach Ballestrema i nie mógł mieć swoich dzieci. Joanna potrafiła sobie zaskarbić sympatię „króla cynku”. Jak głosi legenda pewnego wieczora dziewczynka narwała w ogrodzie kwiatów i zaniosła je Goduli. Karol, zaskoczony sympatią którą okazała mu ta mała dziewczynka, postanowił się nią zaopiekować. Mała wychowywała się więc w domu ,,króla cynku”, który zatrudnił dla niej nawet prywatnego nauczyciela.   Kiedy dziewczynka miała sześć lat Karol Godula poważnie zachorował i wkrótce zmarł. Jednakże na dzień przed śmiercią udało mu się sporządzić przed komisją sądową testament, w którym to uczynił sześcioletnią, ubogą dziewczynkę główną spadkobierczynią swych dóbr. Joasia odziedziczyła w sumie cztery kopalnie galmanu i połowę udziału w kolejnej, sześć kopalni węgla, cztery majątki ziemskie: Szombierki-Orzegów, Bobrek, Bujaków oraz Chudów-Paniówki, a więc łącznie prawie 70 tys. mórg pola i prawie 3,5 tys. mórg lasu.   Ostatnia wola Karola Goduli oburzyła przede wszystkim jego siostrzeńców, którzy liczyli na majątek wuja. Mała Joanna pokrzyżowała im plany, więc próbowali obalić ostatnią wolę wuja. Ponieważ w testamencie widniał również zapis, że w wypadku bezpotomnej śmierci Joanny Gryzik, cały majątek odziedziczyć miałyby dzieci sióstr Goduli, posunęli się nawet do zorganizowania zamachu na jej życie. W takich okolicznościach opiekunowie dziewczynki zdecydowali się umieścić ją w klasztorze Urszulanek we Wrocławiu.

Historia Joanny

capital-1082195__340-1Po opuszczeniu wrocławskiego klasztoru Joanna zamieszkała w domu wieloletniego prawnika i doradcy Karola Goduli – Maksymiliana Schefflera. 6 października 1858 roku król pruski Fryderyk Wilhelm IV Hohenzollern nadał jej szlachectwo, zmieniając jej nazwisko na Gryzik von Schomberg-Godula. W herbie Joanny znalazły się Barwy Górnego Śląska, a więc błękit i złoto oraz górniczy młotek i pyrlik, aby upamiętnić pochodzenie fortuny Joanny.    W domu Maksymiliana Schefflera szesnastoletnia wówczas dziewczyna poznała hrabiego Hansa Ulricha Schaffgotscha z Cieplic. 15 listopada 1858 roku Joanna została żoną dwudziestosiedmioletniego hrabiego. Ślub młodej pary odbył się 15 listopada 1858 roku w kościele Najświętszej Maryi Panny w Bytomiu. Różniło ich prawie wszystko: on był raczej niemajętny (rodową fortunę odziedziczył stryj) ze wspaniałym nazwiskiem i koligacjami z europejskimi dynastiami, a ona to córka prostej służącej, ale za to bajecznie bogata, z dopiero co zdobytym tytułem szlacheckim. Dla Joanny małżeństwo oznaczało zakończenie kłopotów ze spadkiem do Goduli, a dla hrabiego stanowiło szansę na dobrobyt materialny. Choć sam mariaż został zaplanowany, to podobno okazał się niezwykle udany. W szczęściu i wzajemnej miłości przeżyli ze sobą kilkadziesiąt lat. Może dlatego, iż posag Joanny do śmierci pozostał jej własnością.   Państwo młodzi po ślubie zamieszkali we Wrocławiu, a później w nabytym i przebudowanym pałacu w Kopicach koło Grodkowa. Od czasu do czasu przebywali również we Wrocławiu i w pałacu w Szombierkach. Mieli czwórkę dzieci. Pałac w Kopicach olśnił wiele rodów europejskich. Zwany był „pałacem na wodzie”. Posiadał liczne wieże, rzeźby, otoczony był romantyczną fosą i olbrzymim parkiem oraz dziesięcioma stawami, z których największy i najpiękniejszy położony był bezpośrednio przed pałacem, a na nim wyspa. W parku znajdowały się liczne budowle romantyczne, m.in. świątynia dumania i sztucznie usypane ruiny średniowiecznego zamku. Pałac miał też jedną z największych w Europie oranżerii, w której rosły m.in. dwudziestometrowe australijskie eukaliptusy. Pałacowe sale zawierały zbiory rzeźb i obrazów, trofea myśliwskie, kolekcję rzadkich książek i zbroi.   Właściciele bajkowych wręcz Kopic zasłynęli z doskonale prowadzonej działalności gospodarczej. Hrabia Hans Ulrich nauczył się języka polskiego, a oboje małżonkowie byli zwolennikami partii katolickiej, z rezerwą odnosząc się do nacjonalistycznych działań w rodzaju „Kulturkampfu”. Przyczynili się do budowy kościołów w Goduli, Szombierkach, Orzegowie i Bobrku, łożąc wielkie sumy na ich wzniesienie. Dziedziczka fortuny Karola Goduli okazała się jedną z największych polskich filantropek. Wybudowała wiele sierocińców, ochronek dla biednych dzieci, czy szkół, była także mecenasem sztuki. Gustaw Morcinek poświęcił jej powieść „Pokład Joanny”, przedstawiając piękny zapis legendy o śląskim Kopciuszku.   Joanna, mimo swego niskiego pochodzenia błyszczała na salonach. Została damą licznych orderów, a jej dzieci – syn i trzy córki, zawarły korzystne małżeństwa z przedstawicielami najwspanialszych rodów Europy. Jej majątek składał się z licznych kopalń galmanu, węgla kamiennego oraz hut cynku, którymi osobiście zarządzała, umiejętnie pomnażając rodzinny majątek. Własnością Schaffgotschów były m.in. kopalnie „Hohenzollern” („Szombierki”), „Gräfin Johanna” („Bobrek”) i „Paulus” („Paweł” w Chebziu). W 1905 roku rodzinne przedsiębiorstwo przekształcono w spółkę akcyjną „Gräflich Schaffgotsche Werke”.   Joanna Gryzik Schaffgotsch zmarła w czerwca 1910 roku, w wieku 68 lat, w ukochanych Kopicach i tam też została pochowana. W swym testamencie zapisała spore sumy na rzecz służby pałacowej, sióstr szarytek we Wrocławiu oraz zakładów dla głuchoniemych we Wrocławiu i Raciborzu. Niestety ta bajkowa wręcz opowieść o życiu Joanny Schaffgotsch von Schomberg-Godulla kończy się prawdziwym horrorem … po roku 1945 splądrowano sarkofagi rodziny Schaffgotsch. Z opowieści mieszkańców wynika, że wandale nie tylko że powyciągali z pałacowej kaplicy zmumifikowane zwłoki Joanny i Urlicha Schaffgotschów, ale nawet, co brzmi już naprawdę makabrycznie, dla głupiego dowcipu ustawili je przed lokalną knajpą … przy rowerach. Później przez długi czas miały poniewierać się po parku i pływać w pałacowej fosie. Dopiero po jakimś czasie pochowano je w zwykłym grobie nieopodal rodzinnego grobowca.