Historia starożytnego władcy

aphamia-1078491__340-1Dwa i pół tysiąca lat temu na obszarze współczesnych Indii wielkim państwem rządził potężny król. Urodził mu się syn i już same narodziny owiane były welonem niezwykłości, a towarzyszące mu znaki i przepowiednie wróżyły coś wyjątkowego. Zaraz po narodzinach, dumnego ojca odwiedził mędrzec. Nagłe jego pojawienie się wzbudziło sensację, gdyż od dziesiątek lat nie pokazywał się wśród ludzi. Przyszedł z gór z prostym przesłaniem, jednak dla pełnego ambicji i nadziei na rozkwit potęgi dynastii króla, okazało się przesłaniem przerażającym. Dowiedział się, że jego syn stanie wkrótce przed wyborem dwóch dróg. Wybierając pierwszą zostanie najpotężniejszym władcą. Druga, nie dając mu nawet odrobiny ludzkiego współczucia sprawi, że nie będzie na świecie człowieka biedniejszego od niego, lecz dzięki wyrzeczeniu zdobędzie moc, której nikt jeszcze nie zdobył – moc poznania samego siebie. Minęły lata. Król, wciąż pamiętając o przepowiedni mędrca, zabronił młodemu księciu wychodzenia poza mury pałacu. W nadziei na wpłynięcie na jego przyszłą decyzję, kazał otoczyć go przepychem i najbardziej wyszukanym pięknem i radością. Jednak każde, nawet złote mury stają się więzieniem dla zrodzonej z nieskończoności natury człowieka. W jego bezustannej ewolucji nadchodzi czas, kiedy żadne doczesne więzy nie są w stanie zatrzymać go na drodze do bezwarunkowej wolności – samo-urzeczywistnienia.  Książę zapragnął opuścić mury pałacu, więc król nakazał przygotować całą drogę jego przemarszu i usunąć wszelkie znamiona brzydoty, starości, cierpienia i śmierci. Nie wiedział jednak, że przeznaczenia nie da się oszukać. Niespodziewanie wśród wiwatującego tłumu, pomimo wszelkich zabiegów posłańców króla, pojawiło się kilku biednych starców. Zaskoczony książę zapytał swojego sługę i wiernego przyjaciela Czanę, kim oni są. Dowiedział się wtedy, że świat nie jest tak piękny i beztroski, jak ten w pałacu. To szokujące doświadczenie otworzyło mu oczy. Wkrótce poznał drugą stronę życia – starość, chorobę i śmierć, a w końcu przerażającą dla niego prawdę, że dotyczą one również i jego!  Książę, nie mogąc się z tym pogodzić, rozpoczął poszukiwania. Po kryjomu opuścił pałac i zamieszkał w głębokich lasach. Spędził wiele lat na rozmowach z zamieszkującymi je ascetami, ale wkrótce przekonał się, że i oni, pomimo zewnętrznych pozorów niezależności, nie znają ani prawdy, ani drogi do trwałego spokoju, szczęścia i nieśmiertelności. Jednak dzięki nim zrozumiał, że musi zagłębić się do wewnątrz siebie i sam, bez niczyjej pomocy, osiągnąć najwyższy Cel. W ciągu następnych lat bezustannej medytacji wtopił się w leśny krajobraz. Jednak niemal nic nie jedząc wyczerpał jedynie swą energię życiową i wkrótce jego ciało nie było już w stanie wykonać najmniejszego ruchu. Koniec był bliski.  Przeznaczenie chciało jednak inaczej. Niezłomna wytrwałość, nawet, jeśli pchana upartą ignorancją, zawsze prowadzi do upragnionego celu. Oto pojawiła się młoda dziewczyna z pobliskiej wsi, która przyszła nad rzekę, aby zaczerpnąć wodę. Niespodziewanie, zauważyła nieszczęsnego ascetę. Najpierw ogarnął ją strach, ale zaraz potem fala współczucia wypełniła jej serce. W bezwarunkowym odruchu postanowiła mu pomóc. Powoli skrapiając jego usta i zaschnięty język, masując jego ciało przywróciła go do życia. Książę odzyskawszy przytomność, na widok jej współczującej opieki w jednej chwili dostrzegł swój błąd. Zrozumiał, że nie w negacji i odrzuceniu jest spełnienie. Nie w ekstremalnej drodze prowadzącej do śmierci, ale w zrównoważonym umiarkowaniu – w drodze środka. W swoim życiu doświadczył obu skrajności: był rozpieszczanym księciem i porzuconym ascetą. Wiedział już, że obie te drogi kończą się śmiercią. Proste serce wiejskiej dziewczyny objawiło mu prawdę. Droga leży w skromnym współ-odczuwaniu. Z punktu widzenia wieczności człowiek nie stanowi odrębnej jednostki. Tylko chwilowo w uwarunkowaniu swej zewnętrznej formy istnieje, ale w istocie jest wiecznie żyjącą Jednością.