Niewolnica kompleksów

camera-791377__340Uznałam, że Janis tworzyła w akcie desperacji, ponieważ mimo zapewnień jej przyjaciół, którzy w wielu wypowiedziach podkreślają jej ukochanie życia (por. Ellis Amburn „Perła. Obsesje i namiętności Janis Joplin”: „Dla Janis Bóg i seks, duchowość oraz wolność i przyjemność – to była niepodzielna treść życia. (…) Kochała życie i miała wewnętrzne przekonanie, że jeśli coś sprawia przyjemność, to należy to robić”) kiedy teraz na nią patrzę w wywiadach, jakie pozostały czy czytam o niej, z małych dygresji i między słowami, odnajduję zagubioną dziewczynkę, brzydulę, która przez całe swoje życie nie mogła osiągnąć emocjonalnej stabilizacji. Nie mogła, bo nie chciała. Musiałaby wówczas przystać na to, że nie jest kobietą uznawaną obiektywnie piękną, pełną uśmiechu i seksapilu. Musiałaby pogodzić się ze swymi błędami, z tym że mnóstwo zachowań kopiuje, bo nie wierzy w swój potencjał. Wyobrażam sobie, jaka mogłaby się stać po przejściu tej granicy i po osiągnięciu pełnej akceptacji dla samej siebie. Mogłaby być geniuszem artystycznym (przed odkryciem talentu wokalnego Janis malowała i wychodziło jej to, według licznych relacji, bardzo udanie. W szkole ponadpodstawowej pisała też sztuki. Jej psychoterapeuta doktor Ed Rothschild parę miesięcy przed śmiercią stwierdził, że intelektualnie balansowała na granicy geniuszu) Wyobraźcie sobie Janis Joplin spotęgowaną o to wewnętrzne światło ufności. Mogła być boginią, primadonną wszechczasów, a stała się tylko hipiską o niezwykłym głosie. Mogła być szczęśliwą, spełnioną kobietą, tymczasem była niewolnicą poszukiwań szczęścia w seksie, narkotykach, pieniądzach i sławie. Myślę że świetnym odzwierciedleniem jej problemu utknięcia w pewnym martwym punkcie z okresu dorastania, była wizyta w rodzinnym Port Arthur, w Teksasie, gdzie jako dziewczynka została skazana na ostracyzm, z którym wówczas nie potrafiła walczyć. Powróciła z żałosnym pióropuszem na głowie, roztaczając wokół blichtr światowej sławy. Na nagraniu z tej wizyty (można je łatwo znaleźć na youtubie pośród wywiadów z Joplin) wyraźnie widać, że stała się znowu tą małą, bezradną dziewczynką, pozującą tylko na silną i wyzwoloną. Udaje swobodną, ale co jakiś czas zamyśla się, można odnieść wrażenie, że lada moment wybuchnie płaczem, ale zamiast tego następuje wybuch nienaturalnego chichotu. To Pearl, z której próbuje wydostać się prawdziwa Janis, obawiająca się jednak jak tą prawdziwą przyjmie głupio śmiejący się tłum.