Świadome współodczuwanie

autumn-972708__340Kropla oceanicznej wody przybiera swoją formę kropli i tylko dlatego otrzymuje tę nazwę, natomiast jej kwintesencja – woda, w niczym się nie zmienia. Mała kropla nie ma wielkiej mocy, ale kiedy powraca do swojego źródła – oceanu, nie tylko uzyskuje jego potęgę, ale i ją współtworzy. Wtedy poprzez moc jedności kształtuje granice tego świata, tworzy kontynenty i z powrotem je zabiera. Z chwilą powrotu do oceanu umiera jej forma – kropla, ale ona sama o swojej „śmierci” nie ma pojęcia, gdyż nadal jest tą samą wodą, jak przedtem. Podobnie człowiek będąc formą, systemem przenikających się granic, nie jest nimi samymi, jest świadomością Jedności chwilowo oddzieloną brzegiem myśli i pragnień. Poprzez świadome współ-odczuwanie lub inaczej mówiąc współczucie stopniowo przekraczamy te granice, które pozostawione przez swojego twórcę, czyli nas samych, daleko w tyle, przestają istnieć. Tak, jak ta kropla, opadając z chmur znajduje dzięki grawitacji drogę do swojego źródła – oceanu, tak i człowiek poganiany cierpieniem, wynikającym z jego ograniczoności i przyciągany przez tkwiącą w nim samym boską Miłość nieprzerwanie staje się tym, kim w rzeczywistości jest, wieczną Nieskończonością – Przebudzonym.  W wyniku doświadczeń poszerzania świadomości, na przestrzeni tysiącleci wykształciło się, w obszarze dzisiejszych Indii, wiele systemów filozoficznych, które na różne sposoby opisują tę odkrywaną wewnętrzną Rzeczywistość. Próbę przedstawienia w słowach tego, co jest nieskończone i niepojęte nazywamy filozofią. Najstarszym z dojrzałych systemów filozoficznych jest sankhja, na której opiera się późniejszy system jogi. Przestudiowanie ich założeń da Wam solidną podstawę do przemierzenia świata wschodniej filozofii, jak również może przybliżyć do zrozumienia kim w rzeczywistości każdy z nas jest.

Historia starożytnego władcy

aphamia-1078491__340-1Dwa i pół tysiąca lat temu na obszarze współczesnych Indii wielkim państwem rządził potężny król. Urodził mu się syn i już same narodziny owiane były welonem niezwykłości, a towarzyszące mu znaki i przepowiednie wróżyły coś wyjątkowego. Zaraz po narodzinach, dumnego ojca odwiedził mędrzec. Nagłe jego pojawienie się wzbudziło sensację, gdyż od dziesiątek lat nie pokazywał się wśród ludzi. Przyszedł z gór z prostym przesłaniem, jednak dla pełnego ambicji i nadziei na rozkwit potęgi dynastii króla, okazało się przesłaniem przerażającym. Dowiedział się, że jego syn stanie wkrótce przed wyborem dwóch dróg. Wybierając pierwszą zostanie najpotężniejszym władcą. Druga, nie dając mu nawet odrobiny ludzkiego współczucia sprawi, że nie będzie na świecie człowieka biedniejszego od niego, lecz dzięki wyrzeczeniu zdobędzie moc, której nikt jeszcze nie zdobył – moc poznania samego siebie. Minęły lata. Król, wciąż pamiętając o przepowiedni mędrca, zabronił młodemu księciu wychodzenia poza mury pałacu. W nadziei na wpłynięcie na jego przyszłą decyzję, kazał otoczyć go przepychem i najbardziej wyszukanym pięknem i radością. Jednak każde, nawet złote mury stają się więzieniem dla zrodzonej z nieskończoności natury człowieka. W jego bezustannej ewolucji nadchodzi czas, kiedy żadne doczesne więzy nie są w stanie zatrzymać go na drodze do bezwarunkowej wolności – samo-urzeczywistnienia.  Książę zapragnął opuścić mury pałacu, więc król nakazał przygotować całą drogę jego przemarszu i usunąć wszelkie znamiona brzydoty, starości, cierpienia i śmierci. Nie wiedział jednak, że przeznaczenia nie da się oszukać. Niespodziewanie wśród wiwatującego tłumu, pomimo wszelkich zabiegów posłańców króla, pojawiło się kilku biednych starców. Zaskoczony książę zapytał swojego sługę i wiernego przyjaciela Czanę, kim oni są. Dowiedział się wtedy, że świat nie jest tak piękny i beztroski, jak ten w pałacu. To szokujące doświadczenie otworzyło mu oczy. Wkrótce poznał drugą stronę życia – starość, chorobę i śmierć, a w końcu przerażającą dla niego prawdę, że dotyczą one również i jego!  Książę, nie mogąc się z tym pogodzić, rozpoczął poszukiwania. Po kryjomu opuścił pałac i zamieszkał w głębokich lasach. Spędził wiele lat na rozmowach z zamieszkującymi je ascetami, ale wkrótce przekonał się, że i oni, pomimo zewnętrznych pozorów niezależności, nie znają ani prawdy, ani drogi do trwałego spokoju, szczęścia i nieśmiertelności. Jednak dzięki nim zrozumiał, że musi zagłębić się do wewnątrz siebie i sam, bez niczyjej pomocy, osiągnąć najwyższy Cel. W ciągu następnych lat bezustannej medytacji wtopił się w leśny krajobraz. Jednak niemal nic nie jedząc wyczerpał jedynie swą energię życiową i wkrótce jego ciało nie było już w stanie wykonać najmniejszego ruchu. Koniec był bliski.  Przeznaczenie chciało jednak inaczej. Niezłomna wytrwałość, nawet, jeśli pchana upartą ignorancją, zawsze prowadzi do upragnionego celu. Oto pojawiła się młoda dziewczyna z pobliskiej wsi, która przyszła nad rzekę, aby zaczerpnąć wodę. Niespodziewanie, zauważyła nieszczęsnego ascetę. Najpierw ogarnął ją strach, ale zaraz potem fala współczucia wypełniła jej serce. W bezwarunkowym odruchu postanowiła mu pomóc. Powoli skrapiając jego usta i zaschnięty język, masując jego ciało przywróciła go do życia. Książę odzyskawszy przytomność, na widok jej współczującej opieki w jednej chwili dostrzegł swój błąd. Zrozumiał, że nie w negacji i odrzuceniu jest spełnienie. Nie w ekstremalnej drodze prowadzącej do śmierci, ale w zrównoważonym umiarkowaniu – w drodze środka. W swoim życiu doświadczył obu skrajności: był rozpieszczanym księciem i porzuconym ascetą. Wiedział już, że obie te drogi kończą się śmiercią. Proste serce wiejskiej dziewczyny objawiło mu prawdę. Droga leży w skromnym współ-odczuwaniu. Z punktu widzenia wieczności człowiek nie stanowi odrębnej jednostki. Tylko chwilowo w uwarunkowaniu swej zewnętrznej formy istnieje, ale w istocie jest wiecznie żyjącą Jednością.

Tysiące lat mijają w nieubłaganym pędzie

bridge-1149906__340Pokolenia przetaczają się w trudzie swych zmagań. Rody i społeczeństwa umierają i odradzają się w swych potomkach. Ja i Ty bez ukojenia zbieramy żniwo swego przeznaczenia. Czy zawiłe losy każdego z nas są dziećmi przypadku czy też rezultatem naszych działań? Artykuł zaskakuje świeżym spojrzeniem na życie…  „Czana! – kim są ci ludzie? Dlaczego ich włosy nie są czarne, jak nasze? Dlaczego ich skóra jest dziwnie pomarszczona? Dlaczego ledwo chodzą i są tak skąpo odziani w stare łachmany?…” Te pytania wypłynęły z ust wielkiego księcia w chwili jego młodzieńczego rozkwitu i chwały. Chwili, która pojawiając się nagle w ciągu sześciu lat zamieniła beztroskiego księcia doczesności w przenikającego Prawdę Króla Wieczności – Przebudzonego.  Tysiące lat mijają w nieubłaganym pędzie. Pokolenia przetaczają się w trudzie swych zmagań. Rody i społeczeństwa umierają i odradzają się w swych potomkach. Ja i Ty bez ukojenia zbieramy żniwo swego przeznaczenia.  Czy nasze zawiłe losy są dziećmi przypadku czy też rezultatem własnych działań? Nieświadomy początek i nieuchronny koniec naszego życia są żartem bezdusznej natury czy też skutkiem zawartym w jej istocie? Czy w ścieżkach wybieranych przez nasze przeznaczenie kryje się niewidzialny drogowskaz czy też uwijane są one w bezwładnym nieładzie?  Niemal każdy z nas, sprowokowany niespodziewanymi wybrykami rzeczywistości, zaskoczony nieuzasadnionymi, a niekiedy i bezlitosnymi zwrotami losu, choć na chwilę zatrzymuje swą myśl przy tych pytaniach. Z nadzieją na zrozumienie wypatruje w nich uwolnienia, lecz te, jak chmury na niebie, rozwiewają się po chwili i pozostawiają nas z niesmakiem własnej ulotności. Jednak pomimo braku bezpośredniej odpowiedzi, sama ich obecność obdarza nas czymś szczególnym: przełomowym spostrzeżeniem i oświecającym przeobrażeniem – zmusza nas do stanięcia twarzą w twarz ze zrodzoną z tych pytań ostateczną zagadką: KIM JESTEM? Te dwa słowa zawierając w sobie wszystkie inne pytania, bezpośrednio kierują poszukującego do sedna ostatecznego zrozumienia. Zatem nie będzie już niepokojony ten, kto znajdzie na nie odpowiedź.  Kim jesteś? Czy jesteś swym ciałem? Spójrz, drogi Czytelniku, na siebie i przeprowadź mały eksperyment. Spróbuj przedstawić się samemu sobie tak, jak przedstawiasz się wśród nieznajomych. Przyjrzyj się swoim gestom i wsłuchaj w to, co wtedy mówisz. Reakcje wielu ludzi są podobne. Niemal każdy kładzie dłoń na własnej klatce piersiowej i wymawia swoje imię. Zastanawiające, dlaczego nikt nie wskazuje np. na głowę. Przecież to tam, według większości z nas, ze względu na obecność myśli, znajduje się prawdziwe nasze Jestestwo. Czyżby powodem była zwykła anatomia powodująca, że łatwiej jest wskazać na klatkę piersiową? Dlaczego więc nie wskazujemy na brzuch, czy też będąc w pozycji siedzącej nie łapiemy się za kolano…?  Powód jest ku temu inny. W swoim codziennym życiu skupieni na zewnętrznych obiektach i sytuacjach, pochłonięci zabieganiem o spełnienie swych potrzeb i pragnień, zupełnie nie zauważamy samych siebie. Zdawkowe przeglądanie się w lustrze służy jedynie lepszemu dopasowaniu do trendów narzucanych przez innych ludzi. W nieprzemyślanej nadziei sądzimy, że kolejny samochód i jeszcze jeden dom obdarzą nas pełną satysfakcją i trwałym spełnieniem. Jednak czy upragniona satysfakcja jest podzespołem montowanym w samochodzie? Czy może spełnienie leży w wielkości i kolorze domu?

Niekiedy patrzymy w lustro i myślimy sobie…

graffiti-993035__340Niekiedy patrzymy w lustro i myślimy sobie: ach… mieć te kilka tysiączków na operację, żeby zmienić to czy tamto…W niemal każdej z nas istnieje potrzeba zmiany czegoś w swoim wyglądzie. Ale przecież żadna z nas nie dostała mało zaszczytnego tytułu najbrzydszego chłopaka w liceum. Janis Joplin wygrała w takim konkursie. Była brzydulą, której fenomen wstrząsnął tradycyjnym postrzeganiem wizerunku kobiety. Zawsze nosiła spodnie, co było w latach 50. jeszcze szokujące. Była niepokornym beatnikiem, esencją natury hipi. W liceum nosiła się jak chłopak i zadawała głównie z chłopakami. Miała pryszcze i lekką nadwagę. Nie należała do pięknych słodkich idiotek. Duch tych czasów afirmował wyzwolenie i wszystko co nonkonformistyczne, czasami anarchistyczne. Janis uosabiała te wartości. Na scenie była czystą energią. „Miotała się w obłędnym scherzo bioder, nóg, włosów i barw”. Także poza sceną była „niepowstrzymana, porywcza, zmienna jak kalejdoskop; rejestrująca najdrobniejsze emocje niczym nadczuły encefalogram (…) robiła wokół siebie hałas, nawet kiedy milczała” Była żywym wcieleniem wybornego LSD – pełna erotyzmu, swobody, wizji odrealnionego świata i…wykrzywionego obrazu rzeczywistości, przelewającej się w dołującej desperacji i różnego rodzaju kompleksach. Bo świat, który był przez to pokolenie upragniony, wyśniony w idealnym Imagine nie mógł się spełnić inaczej jak w paroksyzmie śmiertelnych narkotycznych „zejść”. To charakterystyczne dla wszelkich utopii działanie, zniszczyło wielkie talenty – m.in. w odstępie kilkunastu dni Hendrixa i Joplin, obydwojga 27-letnich.  Inspiracje Janis  To co czytamy, czym karmimy swój głód sztuki i wiedzy, w sporej mierze świadczy o naszych potrzebach i niemało mówi o naszej naturze. Joplin miała paru idoli, którzy ją inspirowali. Ich dobór mówił o ogromnym apetycie na życie. Był to apetyt iście bulimiczny. Janis kochała obscenę, drugs, seks i rock`n`roll. Uwielbiała imponować, być zauważana. Wizerunkiem, stylizowanym na jej ukochaną Bessie Smith, prowokowała i rekompensowała swoje pełne upokorzeń dzieciństwo i okres dorastania. Kiedy stała się sławna, jak wielu artystów stworzyła artystyczną kreację, która kontrastowała z dziewczyną w niej w istocie wrażliwą.

Kiedy idylla zmienia się w thriller…

architecture-22039__340Pracoholizm prowadzi do wielu schorzeń. Człowiek uzależniony od pracy zaczyna zaniedbywać siebie. Brak snu i relaksu, a przede wszystkim zaniedbywanie czasu posiłków, które często zastępuje kawa, powodują bóle głowy, bóle kręgosłupa, bóle żołądka, biegunkę, wrzody żołądka, wrzody dwunastnicy, utratę wagi, anoreksję, bulimię, zaburzenia snu, koszmary senne.  Pracoholik staje się agresywny i nerwowy. Kiedy zwracamy mu uwagę na nieadekwatność jego reakcji czy nieudolność w tym, co robi (w końcu jak długo można być w czymś doskonałym?) reaguje wybuchem niepohamowanej złości.  Zaburzenia percepcji i kłopoty z koncentracją prowadzą go do wypalenia zawodowego. Można u niego zaobserwować całkowite zobojętnienie na otoczenie; w końcu stany lękowe i silną depresję. Skrajne przypadki kończą się totalnym wycieńczeniem organizmu, w wyniku schorzeń krążeniowo-sercowych pracoholik dostaje zawału i umiera.  W Japonii śmierć tego rodzaju nazywana jest karoshi i stanowi chlubę dla pracownika, jego rodzina wynagradzana jest wysokim ubezpieczeniem. Ofiarą karoshi stał się nawet premier Japonii, Keizō Obuchi.  Thomas Alva Edison powiedział: „Nie przepracowałem ani jednego dnia w swoim życiu. Wszystko co robiłem, to była przyjemność”. Pamiętajmy, że praca powinna być źródłem naszej radości, dystansujmy ją jednocześnie od swego życia osobistego, ponieważ poświęcenie się jej bez reszty zuboża naszą osobowość.

Człowiek ambitny, perfekcjonista

girl-549154__340Człowiek ambitny, perfekcjonista. Za wszelką cenę dąży do sukcesu. Pragnie być najlepszy w tym, co robi. Pracy poświęca się bez reszty. Pracuje po 60-70 godzin tygodniowo. Zaniedbuje jedzenie, zapomina o śnie…. Jeśli ten opis pasuje do Ciebie, uważaj, ponieważ jest niemal pewne, że uległeś chorobie XXI wieku – pracoholizmowi.  Niewolnicy sukcesu  Przeciętny Polak pracuje najdłużej w Europie, w sumie 41, 6 godzin tygodniowo. Dla porównania Hiszpanie pracy poświęcają ok. 35, 9 h/ tydz., Irlandczycy 37,9 h/ tydz. Często jesteśmy wykorzystywani przez pracodawców, których zupełnie nie obchodzi nasze zdrowie. Problem pojawia się, kiedy pracownik poddaje się bez oporu wydłużonemu czasowi pracy przyjmując, że jest to naturalne. Jeśli może w ten sposób dodatkowo zarobić, trwa w błędnym kole nieustannej pracy, nie zauważając problemu. Zaniedbuje siebie i rodzinę.  „Mam męża który pracuje ponad siły. Jesteśmy małżeństwem od 3,5 lat. Mamy synka 2 letniego. Mąż pracuje od 9.00 rano do ok. 21.00. Wcześniej pracował od 7.00 do 20.00. Wiem że pracoholizm to choroba przewlekła. a każda przewlekła choroba rzutuje na obniżenie jakości życia rodzinnego.” (z internetowego forum, poświęconego pracoholizmowi)  Pracoholizm jest nałogiem, który powinno się leczyć tak, jak każdy inny. Szkopuł w tym, że jak w przypadku innego rodzaju uzależnień, tak i w tym czasami trudno jednoznacznie określić czy dana osoba jest uzależniona od pracy. Podświadomie wie to tylko ona, jednak bardzo niechętnie przyzna się do choroby.

Wiele pytań

citadel-1125570__340Gdzie rozpoczyna się jawa gdzie sen? Czy rzeczywistość istnieje? Gdzie? Co ją stanowi? Czy żyję wtedy, gdy jestem swoją świadomością? Kiedy się budzę? Z wolna rozpina się Sieć i pokazują związane z nią możliwości. Drzwi otwarte, zapowiedź przyszłości, drzwi z kołatkami mosiężnych głów lwów, świadkowie przeszłości, wehikuł. Sieć, poszukiwanie ludzi, rozmowy, wymiana poglądów, informacji, dokumentów, dyskusje na odległość, stawiamy coraz wnikliwsze pytania. Bóg przemawia poprzez znaki, wydarzenia, ludzi. Ewangelie opowiadają o Jezusie z punktu widzenia wiary. Słowo i opowiadanie były dla Hebrajczyków czymś więcej niż tylko sposobem przekazywania już uprzednio i niezależnie istniejącej prawdy. Słowo od samego początku należy do rzeczywistości, którą ma wypowiadać. Nie tylko opowiada się to, co się wydarzyło, ale także wydarza się, co się opowiada. W odniesieniu do przekazu o Jezusie oznacza to w konsekwencji coś, co wielu ludziom wydaje się prawie nie do przyjęcia. Że w Ewangeliach znajdujemy słowa formuły, których On nigdy w takiej postaci nie wypowiedział. Nie są to zatem historycznie autentyczne słowa Jezusa, a jednak są to naprawdę Jego słowa.15 Ludzie więcej opowiadają, niż się rzeczywiście stało – ale przecież nie mówią nieprawdy, kontynuuje ksiądz, kiedy On jest niczego nie musisz się już bać, o nic. To znaczy trochę się boisz, że to się zaraz skończy, że to może też jest tylko sen. I sadzę, że jest to doskonałe podsumowanie. Halucynacje są człowiekowi potrzebne, aby przetrwać. Friederik von Hayek porusza w swych esejach kwestie manipulacji, twierdzi, że najbardziej wpływową formą i efektywną, jest wykorzystywanie starych słów w nowych czasach. Doskonale radzi sobie z tym problemem Kościół. Stare słowa można poddać lekkiej obróbce i przekazać we współczesnym opowiadaniu. Wszyscy należą do SIECI, wszystko co czynimy i co mamy uczynić, wszystko to splata się w niej i rozplata, zamyka, otwiera, rozwiązuje, wiąże. SIEĆ nie jest ludzką ręką uczyniona, ale rozciąga się na naszych oczach. Jest Bóg czy go nie ma, gdzie jest, też jest mniej istotne, Ważne, że ma gdzie odbywać się targ, transakcja.

Czym zajmują się teolodzy?

frauenkirche-352537__340-1Każdego człowieka w większym czy mniejszym stopniu, interesuje zagadnienie związane z wiarą, stanu idei występującej poza realność. Ucieczka w nadzieję, jeśli nie w przyszłość czyli w przeżycie chwil trudnych, przerastających nas w danym momencie, pobudza do chowania się pod skrzydła czegoś nieodgadnionego. Łatwiej jest wówczas znieść, zaakceptować własną bezradność, żyć w ułomności. Dla mnie, ateistki z wyboru, buntowniczki na rzecz głębokiej świadomości, walczącej z własnym lękiem metafizycznym, uciekającej i broniącej się przed jakąkolwiek formą umasowienia, przynależność do czegokolwiek budziło zawsze awersję, chociaż odwrotność jest też przynależnością. Wiara, będąca dla mnie wysokiej rangi słowem niejasnym, mało sprecyzowanym, abstrakcyjnym, zawiera określenie czegoś równie niedookreślenia. Wiara, to coś, za czym człowiek skrywa swój strach przed bezwartościowością i miałkością swego istnienia. Ponieważ wystarczy, że jest, czyli przynależy do szerokiej, przestrzennej rzeszy ludzi „wierzących”. Nie ma tu nic indywidualnego, każdy wierzący, wyznawca jakiejkolwiek religii zaprzecza swojej subiektywizacji, zakładając z góry, że w swej wierze łączy się z innymi, przeżywa tak samo. Ujednolicona instytucja Kościoła sprzyja standaryzacji, uniwersalizacji przeżyć, czegoś co jest dane jednostce i stanowi o jej odrębności, tej cząstki intymnej uczuciowości. Nie chcę być „deportowana” z tego co we mnie ludzkie, do tego, co w formie przymusowej jest wszelkokształtnym bezkształciem, wspólnotą z nawyku dziejów historycznych wyłączona z dobrowolności.14 Społeczeństwo zaopatruje nas w nazwy, język, sensy, po to aby świat urealnić. Tamże: Dostarcza też stałego chóru głosów, które potwierdzają naszą wiarę i uciszają drzemiące w nas wątpliwości. W 1997r powstała książka pt. SIEĆ, napisana przez księdza, a została w taki sposób skonstruowana, aby czytający czuł wciąganie, tak jak robi to internet.

Definicja ciała

doves-1030711__340Z perspektywy rzeczywistości wirtualnej definicją ciała jest ta część, którą można poruszać tak szybko, jak się myśli. W przyszłości zmiana osobowości może stać się popularną formą rozrywki, jest to pomysł dotyczący tzw. pożyczonej subiektywności. Jej efektem jest rozszerzenie osobowości ze sfery prywatnej do wspólnej i publicznej przy jednoczesnym zachowaniu bezpośredniej przestrzeni społecznej dla własnej prywatności. Zmiana tożsamości – przebywam wewnątrz własnej skóry i mam możliwość tworzenia swej zewnętrznej reprezentacji na wiele sposobów, mogę tylko przekazywać słowa, mogę też podjąć swoistą grę z tożsamością, kreować siebie, aktora i wirtualną scenę, jest to teatr na żywo z odnawianymi fabułami i aktorami, widzami, tworzą nowe środowisko ekspresji i nowe hipertekstualne struktury narracyjne i znaczeniowe.11 Przedmioty w przestrzeni wirtualnej różnią się od przedmiotów materialnych tym, że istnieją jedynie dzięki ludzkiej woli. W wirtualnym piórze nigdy nie skończy się atrament. W środowisku wirtualnym istnieją jedynie symulacje przeszkód, nie ma nieprzewidzianych wypadków, ponieważ stanowią wytwór intencji.12 Rzeczywistość wirtualna nadaje pragnieniu charakter konkretu. Ludzka wyobraźnia zawsze wzbogacała ubogość realiów życia na ziemi.

Porządek społeczny

manhattan-336708__340Czy utrzymanie porządku społecznego i podtrzymywanie więzi społecznych wiąże się z umiejętnościami ukrytych manipulacji i wnikaniu w psychikę ludzką?  autor: Maria Fraszewska Pisarz wciąga nas w swój świat, lecz nie znamy jego prawdziwych intencji. Chce nas zdobyć, oczarować, uwieść. Czasem jednak chce nas także wciągnąć do swego wewnętrznego piekła. Czytanie to bardzo niebezpieczna gra między duchami, przede wszystkim dlatego, że jej narzędziem jest słowo – medium niezmiernie czułe, które potrafi dotknąć samego rdzenia duszy. Duch potężniejszy mówi tu zwykle do ducha słabszego. Każdy tego typu kontakt, kontakt prawdziwie empatyczny, w pewnym sensie narusza strukturę osobowości. Ale zjawisko to dotyczy tylko prawdziwych fanów literatury, to znaczy takich czytelników, dla których czytanie jest rodzajem hipnotycznego snu. 1  W eseju tym zamierzam poruszać się po pograniczach rzeczywistości – światów istniejących, sensualnych, choć nie zawsze dotykalnych, POMIĘDZY JAWĄ A SNEM. Inspiracją stał się artykuł Moralność internetu?2, ukazujący problem zapanowania nad chaosem przekazu wielu informacji poprzez owo nowe narzędzie. Sam w sobie jest on nijaki, istotne jest co zrobią z nim użytkownicy. Stanowi więc wyzwanie dla chrześcijan i Kościoła. Interesuje mnie: jak Kościół odnosi się do problemu rzeczywistości wirtualnej, jaka jest relacja religii i świata wirtualnego, gdzie są granice ułudy, czy Bóg może być zagrożony, a może stworzymy lub tworzymy nowego „Boga”? Jan Paweł II w orędziu z okazji 40 rocznicy Kat.Unii Prasy Włoskiej pisał: Zupełny brak norm w dziedzinie informacji – zwłaszcza w Internecie – stwarza niebezpieczeństwo kultury subiektywnej. W 1990r Papież3 już wyraźnie określa misję Kościoła w erze komputerów: że Kościół może szybciej informować i wyjaśniać swoje stanowisko, credo, wyraźniej słyszeć głosy ludzi i prowadzić nieustanny dialog z otaczającym go światem, by zaufać młodzieży, która wzrasta w informatycznej dobie. W orędziu z 1999r dodaje, że nowe środki przekazu pomagają na nowo odczytywać księgę przyrody, poszukać sensu, prawdy, mogą pomoc Kościołowi w głoszeniu Ewangelii, mogą współpracować z Bogiem, dają możliwości porozumienia się wszystkim z wszystkimi częściami świata, i aby obietnice jakie niesie okazały się silniejsze niż zagrożenia. Czy z tej galaktyki obrazów i dźwięków wyłoni się Oblicze Chrystusa? Czy da się usłyszeć jego głos? Gdyż tylko wtedy, kiedy będzie widzialne Jego Oblicze i słyszalny Jego głos, świat pozna „dobra nowinę naszego zbawienia. To jest celem ewangelizacji i to uczyni internet prawdziwie ludzką przestrzenią, gdyż, jeżeli nie ma miejsca dla Chrystusa, to nie ma go także dla człowieka…Wzywam Kościół…aby wypłynąć na głębie. Niech Pan błogosławi wszystkich tych, którzy trudzą się w tym celu.4 I rzeczywiście, przeglądając kilkanaście numerów Więzi znalazłam sporą ilość artykułów podejmujących i poszerzających powyższy temat. Rozgorzała dyskusja wielowątkowa i krążyła wokół pytań: Czy interaktywność komunikacji internetowej może zastąpić interpersonalną komunikację bezpośrednią, jaka jest kwalifikacja teologiczna głoszenia słowa Bożego przez internet, czy takie głoszenie może budzić wiarę. Jakie muszą być spełnione warunki, aby tak się stało. Czy rzeczywiste, autentyczne jest samoudzielanie się Boga człowiekowi, i czy jest takie samo jak podczas głoszenia słowa w homilii? Czy Bóg przemawia w sieci i czy można go tam odnaleźć? Poznawanie wirtualne daje iluzję, złudzenie, zostaje ożywione przeżycie-objawienie, przekazywane dalej w formie fikcji literackiej. Cykl artykułów ZARZUĆCIE SIEĆ dotyczy relacji pomiędzy światem realnym a światem wirtualnym. Cyberprzestrzeń nie może być miejscem ucieczki od rzeczywistości. Często jednak stanowi pseudoucieczkę dla człowieka, który jest zaplątany w komputerową sieć ze wszystkimi wymiarami życia. W mym krótkim eseju oprę się na założeniach etnometodologii, bowiem w tej teorii „stosowane /E. Goffman/ są metody, za pomocą których ludzie wytwarzają przeświadczenie o istnieniu porządku społecznego”. Mniej istotne przy porozumieniu są treści, wartości, normy, transakcje, ważny jest sposób, narzędzie, SIEĆ. SIEĆ można by potraktować jako rynek, na którym odbywa się przetarg propozycji światopoglądowych.Ogólnoświatowa pajęczyna – internet – łączy wiele oddalonych od siebie komp uterów przy czym nie można wyróżnić centralnego punktu sterującego systemem. Każdy fragment sieci, niezależnie od innych jest zdolny do samodzielnej pracy. Jeżeli jakikolwiek serwer zostanie wyłączony, sieć i tak będzie pracowała dalej.